Dobiegł końca kluczowy etap tegorocznej rekrutacji do szkół średnich oraz na wyższe uczelnie. Podsumowanie wyników nie pozostawia złudzeń: absolutnymi hitami okazały się klasy biologiczno-chemiczne w liceach oraz kierunek lekarski na uniwersytetach. W wyścigu o indeksy i szkolne ławki kandydaci musieli wykazać się niezwykłą determinacją, a w niektórych miejscach o jedno miejsce walczyło nawet kilkudziesięciu chętnych.
Statystyki pokazują jednoznacznie, że młodzież stawia na pewną przyszłość zawodową. Zainteresowanie naukami ścisłymi i medycyną przerosło jednak najśmielsze oczekiwania organizatorów rekrutacji.
Po zakończeniu rekrutacji uzupełniającej w szkołach ponadpodstawowych emocje wreszcie zaczynają opadać, ale liczby wciąż robią ogromne wrażenie. Choć po pierwszej turze w dużych miastach pozostawały jeszcze wolne wakaty (w Warszawie ponad 3 tysiące, a w Krakowie 1571, z czego 394 w liceach), to o najbardziej prestiżowe profile toczyła się prawdziwa wojna.
Jak donosi Dziennik Polski, absolutny rekord kraju padł w Małopolsce. W VIII Liceum Ogólnokształcącym im. S. Wyspiańskiego w Krakowie w rekrutacji uzupełniającej o jedno wolne miejsce w klasie z rozszerzoną matematyką, biologią i chemią rywalizowało aż 96 kandydatów. To właśnie ten profil jest uznawany za najprostszą i najbardziej skuteczną drogę do późniejszego sukcesu na maturze i zdobycia indeksu uczelni medycznej.
Niezwykle zacięta walka toczyła się również na szczeblu akademickim. Skąd tak ogromna presja i wyśrubowane progi? To efekt demograficzny, z którym system edukacji musiał zmierzyć się już w szkołach podstawowych.
W tym roku do matury przystąpiło ponad 321 tysięcy absolwentów – to aż o jedną czwartą więcej niż rok wcześniej (256 tysięcy). To rezultat tzw. podwójnego rocznika z 2014 roku, kiedy do klas pierwszych ruszyły jednocześnie siedmiolatki z rocznika 2007 oraz sześciolatki urodzone w pierwszej połówce 2008 roku.
Ta demograficzna fala przełożyła się na oblężenie uczelni. Kierunek lekarski wyrósł na niekwestionowanego lidera zestawień. Na Uniwersytecie Warszawskim okazał się najbardziej obleganym kierunkiem w całej ofercie – o jedno miejsce walczyło tam średnio 32,78 osoby (zarejestrowano niemal 2 tysiące opłaconych zgłoszeń przy zaledwie 60 wolnych fotelach).
Mogłoby się wydawać, że w odpowiedzi na tak wielki popyt Ministerstwo Zdrowia drastycznie zwiększy limity przyjęć. W 39 uczelniach kształcących przyszłych lekarzy liczba miejsc pozostała jednak na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego. Limity na kierunku lekarskim podniesiono zaledwie o 2%, a na lekarsko-dentystycznym o 4,4%.
Decyzja ta nie wynika jednak z złej woli, ale z twardych realiów infrastrukturalnych.
– Uczelnie medyczne po prostu nie są w stanie pomieścić więcej studentów. Wąskim gardłem są tu chociażby zajęcia w prosektoriach czy możliwość odbywania praktyk w szpitalach klinicznych – wyjaśniał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Jakub Kosikowski z Naczelnej Izby Lekarskiej.
Zwraca również uwagę na aspekt finansowy: ewentualne rozszerzenie limitów na bezpłatnych studiach stacjonarnych musiałoby odbyć się kosztem płatnych kierunków w językach obcych. A to właśnie z nich komercyjnie utrzymuje się znaczna część akademickiej bazy medycznej w Polsce.
Przed tegorocznymi pierwszoroczniakami teraz czas na zasłużony odpoczynek, jednak dla wielu z nich wygrana w rekrutacyjnej walce to dopiero początek najtrudniejszego etapu edukacji.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze